Tobiasz Bocheński

Początek

Moja edukacyjna ścieżka zaprowadziła mnie na Uniwersytet Łódzki, gdzie podczas studiów prawniczych odkryłem swoją pasję do doktryn polityczno-prawnych. To zainteresowanie z czasem przekształciło się w zawodową ścieżkę, która zaowocowała obroną doktoratu z nauk prawnych.

Droga osobista

Należę do pokolenia, które szczęśliwie nie pamięta PRL-u. Urodziłem się w mieście Łodzi 15 grudnia 1987 r. Podobno byłem grzecznym dzieckiem. Z kolegami jeździliśmy na rowerze po osiedlu, graliśmy w piłkę czy kosza na szkolnym boisku. Gra w „21” była nieodłącznym elementem każdego wyjścia na dwór. Myślę, że większość z nas wraca do swojej młodości z rozrzewnieniem i sentymentem.

W liceum słuchałem the Doors, Dżemu i nie zawsze uważałem na lekcjach. Nigdy nie należałem do prymusów szkolnych. Nie byłem jednym z tych uczniów, którzy z każdego przedmiotu musieli mieć zawsze 5 albo 6, a ich ręka po zadaniu pytania przez nauczyciela żwawo wędrowała ku górze. Zawsze uparcie kierowałem swoją uwagę na to, co mnie interesuje. Rozwinięte wówczas pasje towarzyszą mi do dziś. Uwielbiam czytać, oglądać filmy, chodzić do galerii sztuki. Interesuje mnie filozofia, literatura piękna, historia – szeroko rozumiana humanistyka. W moim domu zawsze śledzono wydarzenia polityczne. Bardzo dobrze pamiętam maratony informacyjne z moimi dziadkami: Teleexpress, Panorama, lokalny dziennik, Fakty, Wiadomości. Chyba od dziecka byłem na bieżąco z wydarzeniami z kraju i zagranicy. Zainteresowanie polityką było dla mnie czymś oczywistym, rodzajem obywatelskiej postawy. Ale liceum to nie czas poważnych rozważań, tylko okres buntu i poszukiwań. To wówczas chodziliśmy na pierwsze imprezy, nie mogliśmy się doczekać skończenia osiemnastki i snuliśmy marzenia o przyszłości.

Studiowałem prawo na Uniwersytecie Łódzkim. To właśnie tam na drugim roku odkryłem największą intelektualną fascynację, która zmieniła moje życie. Czasem mamy to szczęście, że od pierwszej chwili wiemy, że „to jest to!”. Takiego właśnie uczucia doznałem podczas pierwszego wykładu z doktryn polityczno-prawnych, czyli dyscypliny naukowej, którą przyszło mi się później zajmować. Już podczas nauki historii w liceum interesowały mnie szczególnie dzieje i istota liberalizmu, konserwatyzmu czy socjalizmu. Na uniwersytecie znalazłem możliwość rozwinięcia swojej pasji. W środowisku naukowym skupionym wokół prof. Zbigniewa Raua – w Katedrze Doktryn Polityczno-Prawnych i w Centrum Myśli Polityczno-Prawnej im. Alexisa de Tocqueville’a – pogłębiałem wiedzę i obroniłem doktorat z nauk prawnych. Szczególnie interesowały mnie dzieje liberalizmu, republikanizmu i konserwatyzmu. Pisanie rozprawy doktorskiej to dla mnie wspaniały, rozwijający czas. Miałem możliwość obcować z najwybitniejszymi umysłami naukowymi, poznawać arcyciekawych ludzi i brać udział w fascynujących dyskusjach. Doktorat napisałem o „Cato’s Letters” (Listach Katona), czyli zbiorze osiemnastowiecznych esejów polityczno-prawnych napisanych przez Thomasa Gordona i Johna Trencharda. Jest to mało znane dzieło poza krajami anglosaskimi, a w szczególności w Polsce. Do chwili napisania przeze mnie rozprawy na ten temat była jedna książka wydana w USA, jeden doktorat na University of London, kilka rozdziałów w ważnych naukowych pracach. „Cato’s Letters” jest dziełem bardzo ważnym, ponieważ łączy w sobie elementy wczesnoliberalnego myślenia z nowożytnym republikanizmem. To właśnie z tych esejów czerpali inspirację późniejsi myśliciele, jak Thomas Paine czy ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych. Później w XX wieku do tego dorobku sięgali myśliciele wolnorynkowi, liberałowie i libertarianie amerykańscy, którzy stworzyli Cato Institute.

Będąc na Wydziale Prawa myślałem, że będę uczył i pisał książki, jednak życie samo pisze scenariusze, a moja droga okazała się zupełnie inna.

Mam to życiowe szczęście, że spotkałem swoją drugą połówkę – moją żonę Elżbietę. Tak jak wielu innym. epidemia przesunęła nam ślub, który odbył się między kolejnymi falami covidu we wrześniu 2020 roku. Oddzielam życie prywatne od zawodowego, więc ceremonia odbywała się bez fleszów i kamer.

Wojewoda

25 listopada 2019 roku objąłem urząd wojewody łódzkiego. Wcześniej przez klika lat byłem urzędnikiem, lecz kierując się chęcią zmieniania rzeczywistości na lepsze, zdecydowałem się opuścić komfortowy świat apolitycznego korpusu urzędniczego i wypełnić trudniejszą misję. Nie wiedziałem wówczas, że okaże się ona największym wyzwaniem, na jakie mógł trafić wojewoda: najpierw pandemia i wywołany nią kryzys gospodarczy, wojna na Ukrainie, kryzys migracyjny, a na koniec ekonomiczne skutki wojny. Był to niezwykle trudny, wymagający czas, ale patrząc z perspektywy, nauczył nas wszystkich bardzo wiele i przygotował na przyszłe kryzysy. Miałem ten zaszczyt, że współpracowałem ze wspaniałymi ludźmi: politykami, samorządowcami, urzędnikami, społecznikami, artystami, dziennikarzami i przedstawicielami wielu innych zawodów. Uważam, że nie ma w życiu sukcesów, które zawdzięczamy tylko sobie. Na naszą drogę składają się pomoc, rady, doświadczenie dziesiątek osób. Wszystkie zadania, jak i projekty zrealizowane w owym czasie, zawdzięczam mądrym i przyjaznym osobom, które spotkałem na swojej drodze.

Do dziś pamiętam swoją pierwszą konferencję prasową w roli wojewody. Wyniknęła ze spotkania z kombatantami, którzy podzielili się ze mną swoimi spostrzeżeniami oraz troskami. Usłyszałem od nich, że wielką przykrość im sprawia, gdy podczas uroczystości państwowych, politycy czy inni działacze pchają się składać kwiaty przed tymi, którzy ryzykowali życie dla wolnej Polski. Postanowiłem i ogłosiłem, iż kombatanci mają pierwszeństwo protokolarne w województwie przed wszystkimi pozostałymi: posłami, senatorami, wojewodami, marszałkami, jak i innymi notablami. Głęboko wierzę, że winniśmy najgłębszy szacunek przeszłym pokoleniom za trud, jaki włożyły w naszą niepodległość. Jednocześnie ta rewerencja nie może być okazyjna, lecz powinna być okazywana cały czas.

Jestem dumny z inwestycyjnych osiągnięć swojego urzędowania. Realizowaliśmy ambitne programy infrastrukturalne, wydaliśmy wiele bardzo ważnych decyzji budowlanych, przekazaliśmy rekordowe środki finansowe do budżetów samorządów, jak i znacząco unowocześniliśmy szpitale województwa.

Celem polityka musi być ulepszanie i udoskonalanie otaczającej rzeczywistości. Każdy bez wyjątku powinien dążyć do pozostawienia po sobie swojego skrawka odpowiedzialności w stanie lepszym, niż ten, w jakim go zastał. Choć urząd wojewody ma przede wszystkim charakter wykonawczy i polega na skutecznej realizacji przyjętych na szczeblu rządowym programów, to starałem się wprowadzać zmiany, które będą służyły obywatelom długo po tym, jak przestanę pełnić swoją funkcję. Rozpocząłem i sfinansowałem szeroko zakrojony plan informatyzacji powiatowych inspektoratów budownictwa, który służy usprawnieniu procesu budowlanego, jak i podnosi jakość usług świadczonych mieszkańcom i przedsiębiorcom. W wybranych przedszkolach i szkołach województwa został przeprowadzony pionierski program nauczania dzieci czytania. Polegał on na wdrożeniu nowatorskiej metody dydaktycznej, która sprawia, że dzieci z dysfunkcjami językowymi, jak i te ich pozbawione, uczą się czytać w tym samym tempie. W wymiarze polityki historycznej niezwykle ważna była budowa pomnika ojca Stefana Miecznikowskiego – odważnego kapłana wspierającego ruch „Solidarności”, internowanych i represjonowanych w czasie stanu wojennego. Wielką satysfakcję sprawia ufundowanie pomnika skromnemu człowiekowi, który nigdy o takie upamiętnienie nie zabiegał.

Warszawa

Każdy z nas skądś przyszedł. Są tacy, którzy spędzają całe życie mieszkając w jednym miejscu; są inni, których wewnętrzna potrzeba rzuca po całym świecie. Miejsce urodzenia i dorastania zawsze nosi się w szczególnym miejscu serca, ale z lokalnymi ojczyznami często bywa w życiu, jak z miłością – nie kończy się tylko na jednej. W moim przypadku tak było – zakochałem się w Warszawie. W kwietniu 2023 roku zostałem wojewodą mazowieckim i od tego czasu, każdego dnia coraz bardziej zapadałem się w Warszawę. Jest to miasto wyjątkowe, oryginalne i nieporównywalne z żadnym innym.

Warszawa to miasto niepokorne, niezwyciężone, ambitne, dynamiczne i pełne różnorodności. Ma arcyciekawą historię, o której wielu zapomina. Dzieje miasta, od nadwiślańskiej osady przez średniowieczne miasto książąt mazowieckich, królewską stolicę, gród mieszczan i arystokracji, redutę polskich powstań, robotniczą metropolię doby industrializacji, Warszawę Starzyńskiego, morze gruzów 1944 roku, wielką odbudowę, aż po nowoczesną, dumną Warszawę współczesności, są pasjonujące. To stolica nie tylko państwa, ale również życia artystycznego, intelektualnego i społecznego. Wspaniałe miejsce do komfortowego mieszkania oraz centrum rozległego regionu zachwycającego krajobrazem, zabytkami, kulturą i folklorem.

Lubię bardzo wiele miejsc w Warszawie. Będąc u stóp wieżowców Woli czuję oddech wielkiego miasta. To zachwycające uczucie. Uwielbiam ten powiew nowoczesności, przyszłości i wielkomiejskości. Jednocześnie świetnie czuję się na Starym i Nowym Mieście czy na Mariensztacie. Jakże przyjemny i satysfakcjonujący jest spacer wśród odbudowanych kamienic, któremu towarzyszy myśl o dawnych kupcach, rzemieślnikach, szlachcicach, dworzanach, którzy przed wiekami budowali nasze miasto. Wystarczy wyskoczyć na Pragę, by ze średniowiecza zanurzyć się w XIX-wiecznej Warszawie pełnej czynszowych kamienic i dawnych fabryk. Gdy mijamy sobór św. Marii Magdaleny, nasze myśli od razu kierują ku wschodowi oraz czasom wielokulturowości Rzeczpospolitej, jak i utraty niepodległości.

Warszawa jest naszą dumą. Miastem symbolem. Jednocześnie jest doskonałym miejscem do życia. Jej różnorodność sprawia, że każdy może znaleźć miejsce dla siebie: czy to w Śródmieściu, na Pradze, Bemowie, czy w Wesołej. Sercem związany jestem z Warszawą i nie wyobrażam sobie mieszkać w innym mieście, ale jednocześnie wiem, jak wiele możemy jeszcze uczynić, by była świetniejszym miejscem do życia, pracy, relaksu i spędzania czasu.

Polityka i światopogląd

Zaangażowałem się w politykę, ponieważ wierzę w udoskonalanie naszej rzeczywistości. Marzę o tym, by Polska była jednym z najbogatszych, najlepiej rozwiniętych krajów świata. Chciałbym, byśmy jako Naród nadrobili historyczne zaszłości, zmodernizowali państwo, rozwinęli gospodarkę w taki sposób, by przyszłość nie była naznaczona katastrofami, klęskami i nieszczęściami, jak przez ostatnie 300 lat. Uważam za swoją misję czynienie wszystkiego, by do tego celu się przybliżać. Polska powinna być jednym z niekwestionowanych liderów Europy. Państwem promieniującym swoimi wpływami na Europę Środkowo-Wschodnią. Historia, demografia, geografia, jak i potencjał gospodarczy predestynują nas do takiej roli, ale potrzebujemy mądrego przywództwa politycznego, stabilnego wzrostu i bezpieczeństwa.

Gdy miałbym siebie opisywać politycznie, powiedziałbym, że jestem Polakiem, a zatem jestem Europejczykiem. Każdy z nas wyrasta z kultury narodowej, przesiąka nią w trakcie wychowania i edukacji. Polskość od swych początków jest częścią zachodniej kultury łacińskiej. Będąc Polakami jesteśmy zachodnimi Europejczykami.

Swoje poglądy określam jako konserwatywny indywidualizm. Jestem przedstawicielem nowoczesnej, wielkomiejskiej prawicy. Konserwatyzm to dla mnie zdroworozsądkowy sposób politycznego myślenia, który opiera się na założeniu zachowywania tego, co politycznie czy społecznie dobre oraz przyzwolenia na ewolucyjną zmianę w sferach wymagających udoskonalenia. Obce jest mi myślenie rewolucyjne, które dąży do anarchii, chaosu, walki jednych przeciw drugim. Bronię indywidualizmu, ponieważ wierzę, że człowiek (jednostka) obdarzony jest wolną wolą i może dokonywać wyborów życiowych wedle własnego uznania. Tym samym sprzeciwiam się wszelkim próbom ograniczania wolności indywidualnej: politycznej, osobistej, wyznania czy słowa. Każdy powinien mieć prawo do wyrażania siebie i swoich przekonań.

Jedną z moich ulubionych łacińskich paremii jest: in dubio pro libertate – w razie wątpliwości na rzecz wolności.

Uważam, że bogactwo narodów pochodzi z pracy, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i całych społeczności. Jednocześnie nie możemy się godzić na darwinizm społeczny, czyli postawę w duchu: jeżeli nie pracujesz, to głodujesz. Zadaniem państwa jest tworzenie takich zasad i norm, by wszyscy członkowie wspólnoty narodowej nie tylko czuli się jej częścią, ale przede wszystkim, by mogli w niej godnie żyć. Stąd też ci, którzy potrzebują wsparcia, winni je otrzymać.

Historia ludzkości wykazuje uniwersalny pociąg człowieka ku absolutowi. Jedną z cech, czyniącą z nas ludzi, jest posiadanie przeżyć metafizycznych – niezależnie jak ukierunkowanych. Dla mnie zawsze była to sfera bardzo prywatna i niebędąca częścią mojej agendy politycznej. Dzieje różnych rewolucji – francuskiej czy bolszewickiej – pouczają nas, że religia staje się bardzo często przedmiotem terroru i politycznego ataku. Jestem przeciwnikiem upolityczniania religii. Politycy nie powinni mówić nikomu, w co należy nie wierzyć, a w co wierzyć, ponieważ to sfera indywidualnego przeżycia duchowego. Zważywszy na fakt, że nie jestem rewolucjonistą, sprzeciwiam się prowadzeniu wojen politycznych z Kościołem, który jest w polskiej tradycji depozytariuszem licznych wartości narodowych.

Do grona moich ulubionych myślicieli politycznych należą: Arystoteles, Edmund Burke, Alexis de Tocqueville, Monteskiusz i August Friedrich von Hayek. Za wielkich nauczycieli polityki uważam również wielkich historyków: Tukidydesa, Liwiusza, Salustiusza czy Tacyta.

Lifestyle

Otyłość. Wielokrotnie słyszmy, że to choroba naszych czasów. Okazało się że dopadła i mnie. Osiągnąłem bardzo pokaźną, niezdrową wagę. Fakt ten ciążył mi i nie odpowiadał. Podjąłem decyzję, że chcę ten niezadowalający stan rzeczy odmienić. W ten sposób rozpoczęła się moja wielka przygoda ze zdrowym żywieniem i sportem. Zacząłem zgłębiać wiedzę, szukając informacji o tym, co należy jeść. Jednocześnie zacząłem ćwiczyć na siłowni, biegać, skakać na skakance i jeździć na rowerze. Zamiar zrzucenia wagi zamienił się w pajsę sportową i sposób życia. Dziś nie wyobrażam sobie tygodnia bez aktywności fizycznej, zaś świadomość, ile białka, węglowodanów i tłuszczy zjadam, towarzyszy mi nieodzownie. Nie oznacza to, że popadłem w ortoreksję. Nie sposób jeść wyłącznie zdrowo, ale ważny w tym wszystkim jest umiar.

Niezależnie, jaką funkcję publiczną sprawowałem bądź będę sprawował, zawsze misja promowania zdrowego trybu życia będzie mi towarzyszyła. Będąc wojewodą łódzkim zapoczątkowałem akcję „Rośnij zdrowo”, która odbywała się w różnych szkołach podstawowych. Dążyliśmy do promowania aktywności fizycznej z uwzględnieniem zasad fair play, jak i rozpowszechniania wiedzy o podstawach dietetyki. Za trywialne uchodzi powiedzenie: „w zdrowym ciele zdrowy duch”, niemniej wiele jest w nim prawdy.

Uważam, że w świecie zarzuconym milionami różnych, często bezpodstawnych informacji na temat zdrowego trybu życia, niezwykle ważne jest mówienie o mających uzasadnienie w nauce podstawach właściwego żywienia, jak i o korzyściach z aktywności fizycznej. Swoją przemianą – wciąż niezakończoną – chciałbym zachęcać innych do podejmowania podobnych wyzwań.

Nie samą siłownią i liczeniem kalorii człowiek żyje. Uwielbiamy wraz z żoną podróżować, zwiedzać muzea i galerie sztuki. Zawsze wybierając się do jakiegoś kraju czy na dłuższą wycieczkę, staram się przeczytać historię danego państwa/regionu. Podróże w przestrzeni, jak i w głąb historii ,stanowią dla mnie niezwykłą przyjemność. Bardzo lubię średniowieczne uliczki czeskiej Pragi czy paryskie bulwary. Jednym z moich ulubionych polskich miast jest Sandomierz. Oczywiście może to wywoływać uśmiech na twarzy z powodu skojarzeń z ojcem Mateuszem, ale naprawdę to renesansowe miasteczko na wzgórzu ma wyjątkowy charakter.

Można podróżować w przestrzeni zwiedzając kontynenty, ale również można przemierzać czas, z powodu ograniczeń technologicznych, tylko w jedną stronę. Wehikułem, który służy do takich wojaży są książki. Niewątpliwie jest to jedna z moich życiowych słabości. Czasem omijam, mimo chęci, antykwariaty i księgarnie, zdając sobie sprawę, iż będąc w środku, nie byłbym w stanie wyjść z pustymi rękoma. Bardzo nie lubię pytania: kto jest twoim ulubionym autorem? Albo: „jaka jest twoja ulubiona książka?” W dzieciństwie uwielbiałem książki Juliusza Verne’a, „Władcę Pierścieni, czy „Harrego Pottera”. Wraz z dorastaniem i nieuniknionym starzeniem liczba książek i autorów wciąż przyrasta. Często mawiam, że mam oczywisty gust, ponieważ wielką estymą darzę Shakespeare’a, Moliera, Dostojewskiego czy Conrada. Gdybym musiał zabrać na bezludną wyspę dzieła jednego autora, zapewne wahałbym się między wymienionymi. Ale lista pisarzy jest o wiele dłuższa i obejmuje: Maraia, Kunderę, Flauberta, Bobkowskiego, Schopenhauera czy Herberta.